"Świat dzieli się na dwie połowy, w jednej z nich jest nie do życia, w drugiej nie do wytrzymania" --- Marek Hłasko, Piękni dwudziestoletni
"A jak to u Ciebie z tym pisaniem było?" To stało się nagle, ale wcześniej - muzykowało się. Uczęszczając do prestiżowego naonczas XI Liceum Ogólnokształcącego. im. Mikołaja Reja w Warszawie, z grupą kolegów, założyliśmy w 1982 roku punkowy zespół Regres, którego zostałem wokalistą. Do tej samej szkoły - dwie klasy wyżej - uczęszczali Robert Brylewski i Kazik Staszewski, udzielający się w już legendarnych zespołach Kryzys Romansu (późniejszy Kryzys) i Poland (późniejszy Kult). Nasza kapela wystąpiła nawet na przeglądzie XI Mokotowskiej Jesieni Muzycznej w 1982, ale niestety nie otrzymaliśmy choćby najmniejszego wyróżnienia. Nikt nas nie docenił, nie zechciał zaprosić na koncerty do CBGB w Nowym Jorku, więc zespół szybko się rozpadł. Niektórzy z kolegów kontynuowali "kariery" tworząc inne jak np. 4 Kopniętych i Fred z powodzeniem działający na punkowej scenie kilka lat. Za namową i zachętą Roberta Brylewskiego podjąłem się kolportażu punkowych zinów przez co w trzeciej klasie dyrektor relegował mnie ze szkoły. Dostrzegł we mnie element antyspołeczny i wichrzycielski i miał rację - rozpowszechnianie kultury - w dodatku niezależnej - to bardzo niebezpieczne zajęcie. Ale byłem punkowcem i miałem to gdzieś .... poza tym pierwszy raz na poważnie się zakochałem.... I właśnie wtedy to się zaczęło.
Pisałem jak opętany zakochany - bywało, że własną krwią. Wysyłałem swoje wiersze do najróżniejszych pism literackich i młodzieżowych - nawet z pewnymi rezultatami. Moje pierwsze próby literackie pojawiły się w tygodniku "Na Przełaj", "Radarze" i "Nowym Medyku". W tamtym czasie poznałem Jerzego Leszina-Koperskiego - poetę i twórcę Orientacji Poetyckiej "Hybrydy" oraz Barbarę Sadowską - matkę Grzesia Przemyka, którzy zachęcali do dalszego rozwijania warsztatu. Zacząłem działać w grupie poetyckiej SOS, wśród której był również Andrzej Stasiuk, popularnie zwany w towarzystwie "Świnią" (bez obaw - nie w negatywny znaczeniu). Tak, tak, on też pisał wiersze i to niezłe - choć teraz do tego się nie przyznaje - ba, nawet niechętnie przyznaje się do ludzi z przeszłości - ale jego "Poemat o dupie" wtedy mnie poraził.
Grupa poetycka SOS ("Åšwinia" poza kadrem)
I tak z przerwami trwa to do dzisiaj z tą różnicą, że pisałem już tylko do szuflady. Kilka lat temu pokazałem wiersze przyjacielowi Andrzejowi Bieńkowskiemu i jego małżonce Małgorzacie, którzy prowadzą niezwykle ważne dla polskiej kultury Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona zajmujące się promocją i archiwizacją polskiej muzyki tradycyjnej. Andrzej przeczytał je i powiedział: "Wiesz ...? Ujęły mnie twoje wiersze. Chciałbym je zilustrować i wydamy Twój tomik." Zapytałem ... ale jak to? Dlaczego? Wydajecie poważne książki i płyty, a chcecie wydać tomik nieznanemu kolesiowi? Andrzej powiedział: "Nie pierdol" i po kilku miesiącach tomik był gotowy. Powiem szczerze, że rzadko jestem zadowolony z tego, co robię, ale efekt końcowy mnie powalił. Ta skromna książeczka - "W tancbudzie duszy"- z przepięknymi rysunkami Andrzeja jest dla mnie wyjątkowa. Nie tylko z powodu, że to moje wiersze, ale dlatego, że jest to efekt miłości.
Nie minęło kilka miesięcy, a tu nagle kolega ze Stowarzyszenia Przyjaciół Nowicy -
Mateusz Sora - również przeczytał moje wiersze i wyszedł z propozycją ich wydania. Tak powstał "
Protoplastykon", który ozdobił graficznie pięknymi kolażami znakomity ukraiński artysta
Serhij Savchenko (
link).
(kliknij w obrazek, by poczytać)

I to jeszcze nie koniec przygody z poezją.... Pewnego dnia zadzwonił do mnie Bogdan Mizerski (link) - przyjaciel, świetny muzyk, kontrabasista, grający jazz i muzykę improwizowaną - człowiek z otwartą głową, nie bojący się nowych wyzwań - z propozycją nagrania moich wierszy czytanych przeze mnie i z jego muzyką. Czyste szaleństwo, które przedziwnym trafem się ziściło. Tak powstał płyta winylowa "Po/Między" wydane przeze mnie własnym sumptem w nakładzie kilku egzemplarzy. Okładkę zaprojektowała Beata Żaczek.
(kliknij w obrazek by posłuchać)
Wiersze doczekały się też autorskiej interpretacji Lecha Dyblika - wspaniałego aktora i barda (posłuchaj klikając w ten link).
W styczniu 2026 roku ukazała się wersja kompaktowa płyty "Po_między".

Nie byłbym sobą gdybym opowieści o karierze poety nie zakończył anegdotą. Otóż, mając lat 18-19 przekazałem swoje wypociny małżonce ważnego i znanego polskiego literata, mając nadzieję, że kiedy je przeczyta padnie na kolana wołając: "Cóż warta jest cała moja twórczość w porównaniu z tą genialną poezją młodego człowieka???!!!" Znany literat zmarł po kilku latach. Trzy lata temu dzwoni do mnie wdowa mówiąc, że odnalazła w szufladzie zeszyty, których wtedy zapomniała mu pokazać i chce mi je zwrócić. Pojechałem, odebrałem ... Kiedy przeczytałem to, co napisałem 30 lat temu doświadczyłem makabrycznej traumy. Boże !!! Co za grafomania !!! To cud, że ów świętej pamięci literat nie zobaczył tych maszkaronów na oczy, a jeśli już, to mam nadzieję, że nie miało to wpływu na pogorszenie się stanu jego zdrowia. Musiałem jak najszybciej je zniszczyć, żeby nie płonąć dłużej ze wstydu. Postanowiłem zakopać je nad Wisłą, ale gdyby ktoś zobaczył, że kopię dół, mógłby pomyśleć, że zakopuję trupa i byłby kłopot. To może spalić? ... Przypomniał mi się wtedy cytat z filmu "Psy" - "Stopczyk, co wy tam palicie? (...) Panowie mówią, że akta palicie..." I tak, nie znalazłszy dobrego rozwiązania spoczęły na dnie zapomnienia.